Blog poświęcony mojej pasji jaką jest zbieranie, restaurowanie i tworzenie lalek.
Wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa, chyba że jest inaczej wtedy podane jest źródło zdjęcia.
Jeżeli chcesz wykorzystać jakieś zdjęcie- zapytaj

wtorek, 19 kwietnia 2016

Wpuście wariata do muzeum to zdjęć narobi - część druga czyli czy na pewno to, co ja paczę to Sztuka?

Drugą wystawą towarzyszącą japońskim lalkom była wystawa "Małe światy".
O ile pierwsza z wystaw mnie zachwyciła, tak druga wywołała opad szczęki. Bynajmniej nie z zachwytu. Artystka zamknęła w szklanych kloszach lalki. Kiedyś piękne, stare. Takie, które można było uratować. Pewnie nie jeden wariat pasjonat odnowiłby z powodzeniem te biedaczki. Niestety "wizja artystyczna" zamknęła trupki lalkowe w kloszach i wystawiła na widok publiczny......
Ja rozumiem, że oglądając dzieła chociażby Hasiora też się tak chce, ale nie każdemu wychodzi. Zniszczona lalka pod kloszem z uwiązanym sznurkiem kościanych korali nie czyni z niej Predatora. Dalej pozostaje zniszczoną lalką pod kloszem.


Na dodatek gdy lalka tak smutno z tego klosza wygląda.






Bo taką sztukę to ja mam obecnie na komodzie- korpus bezgłowy czekający na zagospodarowanie - może wstążeczką przepaszę i postawię na miejscu głowy świeczkę :) opcjonalnie słoikiem nakryję też będzie sztuka- jedna sztuka uszkodzonej lalki, jedna sztuka świeczki i jedna sztuka wstążeczki :)




Noga tej panienki spoczywa na bank w metalowej wanience zdjęcie niżej.


Tą "instalację"- przyznam się- chętnie zabrałabym do domu - akurat takie luźne części to dobra rzecz.
BTW pod łóżkiem w kartonie mam podobną jeno z porcelany metalowa wanienka też się gdzieś znajdzie.


Oprócz zakloszowanych lalek w (prawie) całości były też lalkowe głowy, suszone kwiatki i wypchane zwierzęta.




A chyba jedynym powodem obecności tych "dzieł" obok lalek japońskich było umieszczenie tych dwóch biedaków pod kloszem......



Jeszcze zrozumiałabym, gdyby wszystkie użyte lalki, ich stroje  lub dodatki były wykonane własnoręcznie. Może to miałoby jakiś sens. Ja w tych pracach sensu nie widzę.
O ile prace Hasiora wywołują emocje i to za każdym razem, tak to oglądałam z lekkim zdziwieniem.

Po oglądnięciu tychże dzieł naszła mnie myśl, że gdybym mogła wykupić te "dzieła" to z dziką rozkoszą dokonałabym dekonstrukcji tychże w celu naprawy lalek- oczywiście z pełną dokumentacją owej dekonstrukcji. Klosze nie są złym pomysłem - naprawione lalki mogły by sobie pod nimi mieszkać :) I to by była sztuka! Sztuka dobrej roboty :)




środa, 13 kwietnia 2016

Wpuście wariata do muzeum, a wyniesie prawie całą ekspozycję* część pierwsza czyli lalki w muzeum Manggha



Kto będzie w Krakowie i będzie miał czas polecam wystawę. Przy okazji niedzielnego nawiedzenia Piwnicznej Izby Ronalda M polazłyśmy nieco okrojonym stadem pooglądać lalki. Przy okazji natknęłyśmy się na wystawę "dzieł", które nie przypadły mi do gustu- dlaczego o tym jeszcze będzie post. 
Tymczasem relacja fotograficzna z wystawy zasadniczej o lalkach japońskich. 























Oprócz tradycyjnych lalek japońskich były też współczesne lalki i chyba moje ulubione hasło z wystawy :) 










* Udało mi się zrobić zdjęcia wszystkim eksponatom ;) mimo niezbyt dobrych warunków oswietleniowych prawie wszystkie zdjęcia wyszły - dodatkową trudność stanowiły szyby zapaćkane tak do wysokości 1,5 m śladami łap młodocianych ciekawskich. Na szczęście lalki oddzielone szybą były w pełni bezpieczne. 

Z wystawy wyniosłam też zasłyszane zabawne zdanie- kobieta lat 30+ z rodziną - taki klasyczny model 2+1 ze zdziwieniem ciężkim komentowała nie urodę lalek czy kunszt wykonania - akurat miejscem zasłyszenia była gablota z damami - bijin - ale to, że lalki pochodzą z polskich kolekcji! 
Biednej kobiecinie w głowie się pomieścić nie mogło, że ktoś może mieć W DOMU takie przedmioty :) 

środa, 6 kwietnia 2016

Curvinka, Tallinka i Petinka lub jak kto woli Grubinka, Dryblasinka i Kurduplinka z nowej linii Barbie Fashionistas

Dyskusje na temat poprawności lub jej braku w przypadku nowych lalek Mattela zdążyły przewalić się przez sieć, zanim na dobre lalki zaistniały na naszym rynku.
Podobnie jak w przypadku Lammily najbardziej czekałam na Grubinkę - bo angielska wersja Curvy brzmi nie ten tego- nawet nazwa angielska zniknęła z pudełka, więc będę się posługiwać swojsko brzmiącą "grubinką", bo za "grubasa" mogły by na mnie spaść gromy he he he.
Doczekałam się i swoich przedstawicielek- Dryblasinki, czyli lalki wyższej niż przeciętna, Grubinki - która chyba jest najładniejsza z całej linii i Kurduplinki czyli najmniejsza lalki.

Lalki upolowała Grażka w krakowskim Oszołomie i Grubinka Cielinka chwilowo robi za zakładnika, bo biedaczka była jedna na półce :(

Po wyjęciu z pudełka i usunięciu klajstru z włosów prezentowały się tak:
Wysoka fryzura Kurduplinki zaburza nieco różnicę w wysokości, ale i ten problem rozwiązałam :)


Ubranka są wręcz prościuteńkie, jedno lub 2 częściowe, ozdoby znikome, za to obuwie fajne :)





Najbardziej podoba mi się Grubinka - lalka ma ślicznie wyrzeźbione ciałko, plus cielęcy buziak :) stąd wzięła się Cielinka
Przy tak wyrzeźbionym ciele Lammily może się schować do pudełka i z niego nie wychodzić ;)
Produkt Mattela jest po prostu ładny! Zarówno pyszczek jak i ciało- sztywne to fakt, ale artykulacja Lamki też nie powala, za to ma brzydkie rozwiązania techniczne.




I dla porównania wszystkie trzy. Po rozpuszczeniu fryzury widać że Kurduplinka jest mikrego wzrostu






Podoba mi się też różnorodność kolorystyczna.
Z poprzedniego wypustu nabyłam - (przy pomocy Grażki) dwie lalki- jedyny mankament ułożenie ciał. Może fajnie pozują, ale jedynie w pozie wyjściowej inaczej ustawić raczej się nie dają.....




Teraz czekam na resztę, bo z linii Grubinek chcę mieć wszystkie :)