Blog poświęcony mojej pasji jaką jest zbieranie, restaurowanie i tworzenie lalek.
Wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa, chyba że jest inaczej wtedy podane jest źródło zdjęcia.
Jeżeli chcesz wykorzystać jakieś zdjęcie- zapytaj

czwartek, 14 lipca 2016

Z Kirą po Krakowie.

Z gościnnej Izby Ronalda M spacerkiem udałyśmy się na Wawel.
Tradycyjnie droga wiodła przez moje "stare śmieci" żeby udokumentować rozpad kamienicy w której kiedyś mieszkałam. Z każdą wizytą w mieście budynek prezentuje się gorzej.


Później Plantami - w tle omawiane przy poprzednim spacerze Sowy 



Aż na Wawel. Ludzi było zatrzęsienie. Zrobienie sensownego zdjęcia wymagało niezłych wygibasów.




Nawet Wielebny wylazł z torby- koniecznie chciał objąć jakąś parafię we władanie - ta okazała wyjątkowo przypadła mu do gustu, ale cóż konkurencja duża, a czas naglił :)






Ciekawe czy ktoś pozna ten budynek :) na trasie do miejsca docelowego czyli Ogrodu Botanicznego


Wielebny znowu próbował objąć jakąś parafię.


W Ogrodzie Botanicznym zwiedzających witają ciekawe pomniko-donice



Kira poczuła parcie na szkło :) Szklarnia Victoria - ukrop niesamowity, a jeszcze większa wilgotność powietrza, ale rośliny wewnątrz cudne









Za to po wyjściu na zewnątrz niesamowita ulga. Poniżej staw przy ozdobnym alpinarium. Samo alpinarium niestety okupowali turyści. Był też jeden tatuś-debil, który straszył dziecko wrzuceniem do stawu. Biorąc pod uwagę szerokość ścieżki, było to cokolwiek durne zachowanie. W razie utraty równowagi i zwalenia się barana do stawu ucierpiały by rośliny


A zakwitły pięknie- czasami złośliwce potrafiły pochować kwiaty i widać było jedynie listki


Szklarnia Jubileuszowa



Obok szklarni gdyby nigdy nic rosną sobie dzbaneczniki




Nawet Ernest raczył wychylić nos z plecaka do JEDNEGO! JEDYNEGO zdjęcia :)


Za to nad stawem sesję ukradły kaczuchy :)





I jeszcze mała zagadka - co to jest?


Spacer był bardzo udany, niestety całkowicie wykończyłam Eibhlin :) Ale myślę że warto było.
Akumulatory naładowane do następnego razu ;)

8 komentarzy:

  1. Wygląda to jak kopytko owcy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Kirella wspaniale się prezentuje
    w takich okolicznościach przyrody!
    ochom i achom nie będzie końca ♥
    z Ernestem zaś - para prawie idealna,
    o ile jakakolwiek kobieta mogłaby na
    dłuższą metę wytrzymać surowe reguły E.

    OdpowiedzUsuń
  3. kaczuchy rzeczywiście rozmiękczają serce
    i niejedną bułkę w wodzie - a to zagadkowe -
    czy aby nie - kamienne serce jest?

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do zagadki się nie będę wypowiadać, bo miałam zgoła inne skojarzenie.(pąs) Dzięki za spacer po Krakowie i Ogród Botaniczny. Za oknem znów listopad, dach nad werandą przecieka, a u Ciebie tropiki. Zatęskniłam za palmiarnią w Poznaniu. Kaczuchy słodziaste, a Kiry nie cierpię, przecież wszyscy wiedzą, że podkochuję się w Erneście!

    OdpowiedzUsuń
  5. A to nie orzech z szeszele?

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, jaka drapieżna, wiedźmowata wręcz Kira - zupełnie jakby wyszła spod ręki Starego Zgreda! (wyszła? :D)

    Zdesperowany wielebny próbujący zająć parafię zrobił mi dzień, totalnie widzę, jak chodzi po mieście i śpiewa All your base are belong to us.

    A to ostatnie to... serce. Serce to jest. *pełna powaga*

    OdpowiedzUsuń
  7. Wooowwww !!!!! ale macie tam u siebie piękne okoliczności przyrody :)))) Kirella rządzi bez dwóch zdań :)
    Qurcze i taka wielka sarracenia albo kapturnica jak kto woli ( nie dzbanecznik) rosnąca sobie na trawie !!!!! Czad !!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne fotki :-) Główna bohaterka postu to jedna ciekawszych lalek, jakie przyszło mi podziwiać w Internetach... Pan drugoplanowy... vel Wielebny... podbił moje serce. Nie wiem jak to się stało, ale chcę takiego Wielebnusia... (lalkowego naturalnie). Kaczuchy - zawsze będę kochać. Zagadka - trudna... Tyle myśli się nasuwa... :-)

    OdpowiedzUsuń