Blog poświęcony mojej pasji jaką jest zbieranie, restaurowanie i tworzenie lalek.
Wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa, chyba że jest inaczej wtedy podane jest źródło zdjęcia.
Jeżeli chcesz wykorzystać jakieś zdjęcie- zapytaj

niedziela, 31 maja 2015

Doctor! I have a Doctor!

A wszystko za sprawą Eibhlin ze Strefy Męskich lalek.
Dwa dni temu otrzymałam prezent- niezwykły i zapakowany w taki sposób, że wzbudził salwę śmiechu i radości.

Po zdjęciu wierzchniej warstwy ochronnej ukazał się taki oto obrazek -


Ale otwarcie paczki rozbawiło mnie jeszcze bardziej Dziesiąty spoczywał w foliowym kokonie :



Szczególnie rozbawiła mnie ta adnotacja:


Po ostatniej sprawie z "młodzieżą" doszłam do wniosku że "gimbus" to nie wiek, to stan umysłu, z którego niektóre jednostki nigdy nie wyjdą, no chyba że życie solidnie da im popalić.
Młodzież w sieci czuje się kompletnie bezkarna, rodzice chyba zupełnie nie sprawują kontroli nad tym co młodzi ludzie robią w sieci.
Niestety działania pewnych gimbusów doprowadziły do skasowania jednego z poczytnych blogów w serwisie pinger.

Ale wracając do Doctora......

Doctor- TEN Doctor dostał na drogę ubranko zapakowane osobno w foliowy woreczek:


Muszę nadmienić, że uszycie takiego garnituru z takiego materiału w rękach to nie lada wyczyn!
Jestem bardzo wdzięczna, za odzianie Doctora!


Sobotni wieczór spędziłam nad skompletowaniem reszty garderoby.  Jako przewodnik służył mi miniaturowy Dziesiąty.  Uszyłam koszulę i płaszcz- wg wykroju z garnituru.
Od siebie dołożyłam miniaturowe guziczki.



Doctor postanowił zwiedzić okolicę i poszukać jakiegoś towarzystwa.




Niestety w ogrodzie natknął się jedynie na winniczka, który nie był zbyt chętny do zawierania bliższej znajomości.




I wolał się oddalić nieśpiesznym krokiem - a nuż widelec nieznajomy zechce upolować go na obiad.....


Eibhlin jeszcze raz BARDZO, ale to BARDZO DZIĘKUJĘ!

Ten weekend był mocno lalkowy - moja kolekcja powiększyła się nie tylko o Doctora, ale kilka ciekawych lalek upolowanych na giełdzie i kolejny prezent- w postaci pewnego Czarnego Charakteru, ale o nim będzie inna opowieść.

niedziela, 24 maja 2015

Nie kupuj u gimbusa - epilog.

Lalki używane jeżeli nie mam możliwości wcześniejszego oglądnięcia kupuję wyłącznie od znanych mi osób.  Zwłaszcza drogie lalki.  
Jak ognia wystrzegam się zakupów od osób mi nieznanych a już młodzieży unikam jak diabeł święconej wody,  Jak grzyby po deszczu mnożą się małolaty z pulipusiami i innymi lalusiami, które po pobycie u takiego "kolekcjonera" ze stanem kolekcjonerskim mają mało wspólnego. 
 W większości przypadków małolaty mają tendencję do partolenia lalek w myśl robienia "kastomów".  A dlaczego to piszę, a no dla tego, że miałam wątpliwą przyjemność oglądania takiego "kastoma". Historię lalki możecie znaleźć na blogu  Gosi  . 
Pal sześć, gdyby małolata uczciwie napisała, że lalka do remontu- zrobiła sobie "kastom", ale jest do zmycia, oczy nie działają jak powinny -powieki owszem się zamykają, ale mechanizm nie trzyma  i lalka ma uszkodzoną nogę- ba kolano złamane w obu miejscach, zalane kropelką- praktycznie nie do odratowania.  Panienka niestety szukała jelenia, bo lalki zwrócić się nie dało.  
Szkoda tylko, że trafiło na tak miłą i serdeczną osobę jaką jest Gosia. 
Ale wracając do lalki - make up wyglądał tak:


Uwagę moją zwróciła biaława kreska nad rzęsami - wiecie co to jest? Ja nie wiedziałam dopóki nie rozebrałam lalki. Na poniższym zdjęciu też jest takie szarawe coś nad rzęsami.



Oglądając lalkę  Magalita zauważyła, że brzeg powieki jest nierówny- źle spiłowany czy jak?
Ale odpowiedź była zupełnie inna - proszę Państwa to był KLEJ - kropelka rozlana wewnątrz powieki i na zewnątrz.  


Wręcz zafascynowała mnie grubość kleju jaką użyto do przyklejenia rzęs i ilość warstw farby- na powiece było żółte, pomarańczowe, zielone i dołożony różowo-biały cień na górę. Po usunięciu wszystkich warstw malarskich odkryłam nadtopiony plastik.
Przepraszam za upaprany pazur na zdjęciu, ale robiłam fotki w trakcie malowania lalki, wcześniej zmyłam lakier własny z pazurów i coś mi zostało :( . 


Zlecenie na lalkę dostałam jasne - ma być delikatnie, prosto coś a'la Piotrusia (Pullip Peter Pan). 
Zaznaczam, ze kompletnie nie mam wprawy w malowaniu pullipów- to jest mój pierwszy pullipowy custom a raczej akcja reanimacja- do tej pory malowałam wyłącznie moje hujoo :)
Do utrwalenia make upu użyłam satynowego akrylu w sprayu - w zależności od wyjściowego tworzywa efekt jest bardziej lub mniej połyskujący. 



Projekt został zaakceptowany, a lalka trafiła na sesję w dość mokre okoliczności przyrody. 




Od pewnego czasu w ogródku mieszka Widlak Pospolity- miły krasnal, którego boi się Franciszek - odkąd Widlak zamieszkał pod miniaturowym świerkiem kanadyjskim Franek przestał go podlewać - niniejszym ogłaszam, że krasnoludki w ogrodzie są praktyczne- żaden obciach mieć krasnala pod świerkiem :)


Szkoda, że krasnal ogródka nie przekopie jeszcze :)






Po zakończonej hospitalizacji lalka na dniach wyruszy do domu :) 

A wszystkim czytelnikom zostawiam post pod rozwagę.  Czasami lepiej dołożyć i poczekać na nowa lalkę niż kupować padlinę niewiadomego pochodzenia.  No chyba, że znamy osobę sprzedającą i wiemy że nas w balona nie zrobi.  
Rozwala mnie te fakt pisania że model lalki to kolekcjonerski unikat- owszem może BYŁ kiedyś zanim nie został zmyty firmowy make up. Po customie to już są tylko plastikowe kawałki.  
Nie ważnie ile lalka kosztowała i jak była kolekcjonerska.  Do upadłego będę powtarzać, że lalka jest kolekcjonerska i unikatowa jedynie w przypadku posiadania oryginalnego make upu, fryzury,odzieży i dodatków bo tylko te elementy decydują o jej wartości kolekcjonerskiej. Każda zmiana w wizerunku obniża wartość lalki.  To tak jakby w rzadko spotykanym znaczku obciąć ząbki lub coś na nim narysować. 


niedziela, 17 maja 2015

Leopold* i Aniela** czyli kolejna akcja-reanimacja.

Lalki kupiłam na giełdzie.  Oku własnemu uwierzyć nie mogłam że TAKIE lalki miał powiedzmy Pan Z Siatą. Sprzedawane wprost z reklamówki na chodniku.
Lalki pochodzą z mojej ulubionej krakowskiej pracowni- tak na 99,9% - podobne widywałam w Sukiennicach - takie typowo krakowskie pamiątki.  Do pełni szczęścia brakuje mi pary wnucząt.
Obecnie lalki nie są dostępne- chyba, że jakieś zaginione egzemplarze, albo specjalnie zrobione.
W 100% wykonane ręcznie, ubrania uszyte z naturalnych materiałów.
Lalki wymagały gruntowego odnowienia- były mocno zakurzone i nieco wyblakłe.





Na szczęście lalki są w pełni rozbieralne- można zdjąć odzienie, wyprać i odziać lalki na nowo.
Odnawiając tego typu przedmioty nie ingeruję w ich wygląd - jedynie usuwam brud i naprawiam ewentualne uszkodzenia.
W przypadku Poldzia musiałam przenicować kamizelkę- była bardzo wyblakła. Od siebie dodałam prawdziwe guziczki- i na tym skończyła się moja inwencja twórcza.***

Lalki posiadają znakomitą rzeźbę twarzy i bardzo ładne malowanie.


Patrząc na samą twarz Poldzia widać pochodzenie.Bardzo też lubię jego zatroskane spojrzenie.




Aniel natomiast jest starszą panią o bardzo łagodnym i pogodnym obliczu. Na zdjęciach tego dobrze nie widać ale obydwoje posiadają wymodelowane zmarszczki.


Stroje także są starannie odszyte, żakiet Anieli posiada podszewkę, szwy spódnicy i halki są starannie wykończone a brzegi materiału zaobrębione. Równie starannie uszyty jest chałat Leopolda.



Zaskoczona jestem, że te lalki trafiły w drugi obieg, ale dzięki temu mogłam dołączyć je do kolekcji.

* Leopold na cześć Największego Klezmera Galicji mimo kompletnego braku podobieństwa.
**Aniela jest niesamowicie podobna do znanej mi Osoby o tym imieniu.
***Jedna z Czytelniczek bloga kawał czasu temu podesłała mi linka do aukcji z dwoma lalkami z tej pracowni- początkowy mój entuzjazm osłabł po tym jak zobaczyłam efekt reperacji. Lalki, które mają bardzo subtelny  i artystyczny makijaż zostały poprawione tak, że mnie zatkało wściekle czerwone usta oraz pięknie "poprawione" brwi i rzęsy grubą krechą- taka wersja dla słabowidzących.
Wyobraźcie sobie teraz Leopolda z krwistą czerwienią na wargach hyhy

czwartek, 14 maja 2015

Doctor! I need a Doctor!


Namiętnie zbieram figurki z serialu Dr Who. Do pełni szczęścia brakowało mi pełnowymiarowego Doctora. Na szczęście z pomocą przyszedł serwis flte, i w całkiem przyzwoitej  cenie kupiłam 10' Doctora.
Co prawda nie jest to 10 Doctor a 11 na dodatek brodata wersja, ale podobno panuje moda na drwale, to i Doctor wpisał się w trendy :)
10 posiadam w opcji 5'.


Po wylądowaniu z Tardis wyłonił się znaczny fragment Doctora. A że wcielenia Doctorów miały tendencję do spotkań, to nic dziwnego, że dwóch 10 przyszło z pomocą 11 :)


-Heeej raz, heeej raz!

-Wylazzzz

Tardis jest interaktywna- wydaje 3 rodzaje dźwięków w zależności od ustawienia drzwi oraz świeci :)
Rozmiarem idealnie pasuje do 5' knypków


Po stronie zła mieszkają Dalekowie- dwóch pełnowymiarowych, z czego jeden oddał garniak Indianie i czeka na nowe odzienie, jeden knypek oraz dwie wersje "pancerne"


Oraz znany z konkursu fotograficznego u Imago Cyberman zwany Cybermaniakiem ze swoim 5' kolegą.


Oraz mój ulubieniec wilkołak w ilości dwóch sztuk :) na zdjęcia załapała się jedna sztuka :)


Wbrew pozorom wilczasty jest bardzo łagodny i lubi drapanie za uchem :)




Mimo iż w filmie są złe i dobre charaktery u mnie całe towarzystwo się przyjaźni.


I (prawie) cała ekipa razem ;) Jak widać Doctor jest ciut niższy od Daleka i Cybermana - jest figurką 10'.


Na koniec kilka zdjęć Doctora :)




Za wyjątkiem Doctora 10' wszystkie figurki kupiłam w SH :) jedynie Doctor nie chciał tam zawitać, ale nie tracę nadziei, tym bardziej, że Daleków trafiłam podwójnie.