Blog poświęcony mojej pasji jaką jest zbieranie, restaurowanie i tworzenie lalek.
Wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa, chyba że jest inaczej wtedy podane jest źródło zdjęcia.
Jeżeli chcesz wykorzystać jakieś zdjęcie- zapytaj

wtorek, 24 czerwca 2014

Puppenwagen czyli kliniczne naprawy w dużej skali.

Wózek prawdopodobnie z DDR-u z lat 60-tych lub 70-tych, prawdopodobnie z firmy Zekiwa, prawdopodobnie Panorama spezial, prawdopodobnie bo opieram się jedynie na obrazkach i opisach z eBaya identycznego modelu niestety nie znalazłam.
Lalkowy pojazd przywlekłam wraz z jeżycą z targu. Trzeba być prawdziwym świrem, żeby pomiędzy dwoma 12 godzinnym dyżurami w robocie zedrzeć się o 5 rano, docucić, pojechać na targ, oblecieć tych co się zdążyli rozłożyć, wrócić do domu i pójść do roboty.

Ale łupy były przednie- jeżyca w stanie idealnym i wózek z okienkiem.
Dwa tygodnie wcześniej napotkałam bardziej zmamłany wózek o gorszym wyglądzie i na szczęście odpuściłam.

Po raz kolejny opamiętałam się ze zdjęciami w trakcie reperacji.
O ile gondola z budką prezentowały stan jedynie brudny bardzo, tak podwozie to jedna rdza była.
Żeby odczyścić metalowe części wózek musiałam rozkręcić.





Cały dzień zajęła mi walka z rdzą, lakierowanie,  mycie gondoli wraz z budką.
Po wszystkich tych zabiegach lalkowy pojazd prezentuje się tak:







Wnętrze budki odzyskało idealną biel.  Zero zażółceń, plam idealnie czyste - wystarczyła woda i zwykłe szare mydło ;)


Z wózkiem miałam też przygodę- zgubiłam śrubkę - na powyższym zdjęciu widać składaka - śrubka muterka i podkładka- jakież było moje zdziwienie gdy odkryłam że zgubiona śrubka najspokojniej leży w torebce ;) musiała się obluzować w trakcie transportu wózka do domu ;)

niedziela, 22 czerwca 2014

Ł jak Łyżka z cyklu Lalkowy Alfabet


Muckiiiiii, Muckiiii, nie widziałeś mojej łyżki?


Nie, ale taką znalazłaem, może być?



O jeju co ja z taką łygą zrobię??


-Innej nie znalazłem, nie trzeba było starej gubić!*
Bohaterami "łyżkowego" postu są dwa jeże Muckie junior i mama Micki od Steiffa.
Duża jeżynka jest moją dziejszą giełdową zdobyczą.

* W zestawie mama jeżynka powinna mieć drewnianą łyżkę- niestety gdzieś ją posiała po drodze do mnie.
Narzekać nie będę, bo jak na giełdową zdobycz prezentuje stan idealny.  Do pełni szczęścia brakuje mi dużego taty jeża i małej jeżynki.

środa, 18 czerwca 2014

Nowe wcielenie Milki.

Zasadniczo lubię rude ale rudy oklejony i ostrzyżony od linijki reborn mi nie leżał. W jedno popołudnie poprawiłam make up i zmieniłam włosy.
Postawiłam na moher w kolorze truskawkowy blond i klej.  Do zrobienia mikrorerootu żadna siła mnie nie zmusi, kompletnie nie mam wprawy ani praktyki, no i koszt igieł przewyższyłby koszt lalki ;) Jednakże znając swoje możliwości i pomysły może się okazać, że w przyszłości Milka zostanie prawdziwym rebornem.









Przód zostawiłam luźniejszy można delikatnie modelować grzywkę, natomiast tył przyklejony jest na mur beton.
Dla porównania stan wcześniejszy- wg mnie lalka wygląda zdecydowanie lepiej i bardziej naturalnie.


W przypadku rudej "czapki" nawet poprawiony koloryt lalki nie ratował sytuacji 

niedziela, 15 czerwca 2014

L jak labirynt - z cyklu Lalkowy Alfabet czyli znowu posta nie będzie.

Przespałam temat- dosłownie.  Pogoda jest tak męcząca, że wróciwszy po pracy poszłam spać. Ocknęłam się w porze zbyt późnej na zdjęcia, za to dziś jak w co wolną niedzielę udałam się w moje ulubione miejsce poszperać.
 Dzisiejsze łupy przerosły moje najśmielsze oczekiwania. Trafiłam 3x lalki Ashton Drake!
W stanie bdb z lekkim minusem, ale za taką cenę można  wszystko wybaczyć.
Numerem jeden została okrzyknięta lalka, którą trafić z takiego źródła zupełnie się nie spodziewałam.
Więc dziś będzie L jak Lalka i R jak Reborn.

Reborna świadomie i za rebornowe pieniądze nigdy bym nie nabyła- nie jestem zwolenniczką takich lalek, ale Emilka bardziej wygląda jak lalka niż proteza niemowlaka to raz, a dwa cena była tak niska, że grzechem byłoby lalkę leżącą w pełnym słońcu zostawić.
Milka  ma ładnie zrobiony make up jednak pozbawiona jest takich atrakcji jak smarki, ślina w kącikach ust, krostki i inne tego typu rewelacje. Posiada klejone włoski ( które kiedyś być może zmienię, bo trochę się powycierały) oraz ładnie pomalowne paznokietki. Całość robi dobre wrażenie lalki przedstawiającej niemowlaka. No i od dziś nie używa pieluchy- pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po wstępnych oględzinach było wywalenie szelestającej pieluchy. Kompletnie nie rozumiem na jakiego grzyba lalce pielucha?????

Milkę kupiłam w jej oryginalnym ubranku z opaską z imieniem, brakuje jedynie czapeczki.
 Ku mojemu zaskoczeniu lalka była jedynie lekko przykurzona- po rozebraniu okazało się że korpus jest czyściuteńki, (cały kurz zatrzymał się na śpiochach) pozbawiony jakiegokolwiek smrodku, a całe czyszczenie lalki polegało na delikatnym umyciu winylowych części.
W czasie gdy oryginalne odzienie schło ubrałam Milkę w co było pod ręką zawinęłam w koc i ruszyłam do ogrodu.






Lalka jest bardzo dobrze wyważona, można ją posadzić a także dowolnie wyginać kończyny- wewnątrz umieszczone są dość mocne druty.







Udało mi się wyszukać certyfikat Milki- Model "Welcome Home Baby Emily" autorstwa Lindy Webb.
Lalka na karku posiada sygnaturę A D G i za lewym uchem LW.




Technicznie lalka wykonana jest bardzo ładnie, jako dziecko pewnie zakwiczałabym się z radości mając takiego niemowlaka- sama posiadałam plastikową pustą lalę popularną w latach 80tych.
Praktycznie cieszę się bardzo, że za grosze zdobyłam firmową lalkę, którą traktuję jako kolejną ciekawostkę w kolekcji i reprezentantkę swojego gatunku.
Ubrana w swoje ciuszki trafi na półkę do Sierocińca - na szczęście w odróżnieniu od Miralce Baby nie ma problemu z siedzeniem ;) Już się nie mogę doczekać reakcji znajomych na widok niemowlaka siedzącego na półce ;) ;) ;)




sobota, 7 czerwca 2014