Blog poświęcony mojej pasji jaką jest zbieranie, restaurowanie i tworzenie lalek.
Wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa, chyba że jest inaczej wtedy podane jest źródło zdjęcia.
Jeżeli chcesz wykorzystać jakieś zdjęcie- zapytaj

środa, 28 września 2011

Ktosia- troll OOAK nieznanego pochodzenia

Wybierając się na kolejną sesję do ogrodu zauważyłam coś dziwnego w mojej ulubionej dziupli na jabłonce.
Siedziało tam coś małe, szare i mocno zmarznięte. Spośród liści poziomek ( od ładnych kilku lat rośnie w dziupli poziomka i całkiem jej tam dobrze) wystawała szara czupryna i wielkie oczyska.


-Ktoś Ty?
-Ktosia! Odparło stworzenie i nijak nie chciało wyjść zza poziomki.


-Zimno! Stwierdziła Ktosia- masz może coś do ubrania?
-Nie mam ale mogę mieć!

-Jak to możesz mieć?
- Mogę uszyć.

Ktosia zaciekawiła się i wychyliła głowę znad liści


-Muszę tylko mieć jakąś miarę, żeby uszyć nowe ubranie- odparłam.
- A moje stare może być? Zapytała Ktosia rzucając mi swój znoszony łaszek.


-Spodenki też chcę! Zadecydowała Ktosia.

Wzięłam owo cudo krawieckie, do domu, zasiadłam do maszyny , i na podstawie otrzymanego łaszka uszyłam Ktosi nowe ubranko.

-Proszę przymierz czy będzie pasowało.


W poziomkach zaszeleściło i nie minęła chwila jak zadowolona Ktosia wyskoczyła zza poziomki


-Hurra! Mam nawet ciepłe skarpety! Ktosia szczęśliwa  wyszła z ukrycia.



-Cieszę się że ci się podoba!
-Ale głodna jestem ;( - masz coś do zjedzenia- bardzo lubię poziomki.........
No i wyjaśniło się skąd się wzięła Ktosia w dziupli- tam rośnie jedyna poziomka w ogrodzie.
-Poczekaj poszukamy - może jakąś znajdziemy...... O jest -proszę zjedz!



-Pyszna!




-Ktosiu a może dasz się zabrać do domu? Popatrz to tam obok- będziesz miała wygodniej niż w tej dziupli a niedługo będzie całkiem zimno? Dostaniesz wygodne łóżeczko i pościel!
-Pościel, i łóżeczko? A podusię dostanę?
-Dostaniesz! Nawet dwie!
- No to możesz mnie zabrać.


I tak zabrałam Ktosię dojadającą poziomkę do domu, a w domu........... A co się działo w domu to już inna opowieść.......


PS.
Ktosia jest ręcznie robionym trollem z masy termoutwardzalnej. Budowę ma typową dla lalek porcelanowych- części z masy są osadzone na szmacianym korpusie z drutem wewnątrz.
Zakupiona w second handzie za zawrotną kwotę 60 groszy a wyłowiona za wystającą stopę z całego kosza zabawek ;) Tak zabawnego stworka nie mogłam zostawić na pastwę PaskudnychBachorów więc nie było innej rady jak zabrać owo dzieło rąk ludzkich do domu ;)

piątek, 23 września 2011

Pysie obszyły mi się....

Niby to całkiem przypadkiem, mimochodem przy telewizorze popełniłam wdzianka dla moich Miniówek .
Firmowe odzienie tych laleczek charakteryzuje się tym że jest min paskudne. Ani toto kolorystyką ani fasonem mi nie pasuje- choć same ciuszki uszyte pancernie, zapinane na rzep, ładnie wykończone ale fasony w połączeniu z kolorystyką pozostawiają sporo do życzenia.
Postanowiłam uszyć własną wersję, po czym szybko żałowałam ;) dłubanina straszna, ale nawet wyszło dość przyzwoicie. Na kolejnym nudnym filmie popełnię pewnie następne ;)
















czwartek, 22 września 2011

Pysie w berberysie- mini Blythe

Mini Blythe firmy Hasbro przyleciały z Hong-Kongu , a za pomoc dziękuję Porcelinie!
Laleczki nabyłam same bez zbędnych dodatków, skuszona ceną i wiedziona ciekawością. Na link do tanich aukcji naprowadziła Ewa z Raju Lal (http://raj-lal.blogspot.com/).
Laleczki są maleńkie- mają ok 12 cm z czego 1/3 stanowi głowa ;) jednakże całość wykonana jest zaskakująco solidnie np w porównaniu z mini Pullipem - miałam Alicję mini Pullipa ( skończyła jako hybryda http://klinikalalek.blogspot.com/2010/10/alicja-pullip.html ) ale przy mini Blythe jakościowo wypadała marnie.
Początkowo laleczki miały skończyć jako hybrydy, jednak solidne wykonanie i niekłamany urok zadecydowały o pozostawieniu ich takimi jakie są.





 Oczywiście nie obyło się bez małego wypadku- laleczki są nieproporcjonalne i trudne do ustawienia- długo nie musiałam czekać jak Rudzielec fajtną i to na dodatek w pajęczyny- zaraz przyleciał zaciekawiony głodomór - a ja musiałam mu zdewastować chałupę celem wydobycia lalki ;)














Z racji ich wielkości są bardzo fajne do pozowania i robienia zdjęć - ciekawie zmienia się perspektywa - dwa duże kamienie mogą swobodnie uchodzić za skały ;)

A młodziutka dziewanna urasta do wielkiej rośliny



A gdzie się chowasz Rudzielcu?



Nawet stara dziupla jest świetnym miejscem do zabaw w chowanego













czwartek, 15 września 2011

Frania z Sonnenberger Porzellanfabrik

Moją lalkę odnalazłam u jednego z niemieckich kolekcjonerów  nazwaną Franzi nie wiem czy to imię lalka dostała od właściciela czy od producenta w każdym razie sygnatura się zgadza.
Lalka jest z 1948 roku, z niemieckiej fabryki Sonnenberger, a większość lalkowego życia spędziła w wannie......
Ale od początku.
Lalka jest prezentem od Lidzi- kuzynki mojej Mam. W czasie letniej wizyty i oglądaniu kolekcji Lidzia przypomniała sobie o piwnicznej lokatorce wanny. Po niedługim czasie lalka odnalazła się w owej piwnicy- i to na dodatek w całości. Początkowo myślałam, że będzie przy niej straszna robota, jednak trzymanie lalki w wannie było strzałem w 10- oprócz brudu i drobnych ubytków w zasadzie większych mechanicznych uszkodzeń nie było. Reperacja pannicy zajęła mi bite 12 godzin od 15 do 3 nad ranem.
Po wypakowaniu z pudła lalka wyglądała tak:



Na zdjęciach nie widać solidnej warstwy brudu równomiernie rozłożonego na lalce ;) w najgorszym stanie była peruka- skołtuniona i upiornie brudna- jak się okazało po praniu  w pięknym odcieniu złotego blondu, a kołtun ładnie się rozprostował.


Lalka miała drobne ubytki w paluszkach- zarówno ubite całe palce jak i odpryski w malaturze, otarcia na korpusie w miejscu mocowania kończyn, i otarcia na stawach.


Sporo czasu zajęło mi uzupełnienie wszystkich ubytków- w czasie gdy części wysychały ja szorowałam oczy- lalka ma ciekawy mechanizm opisywany jako "pływające oko" nie tylko zamyka oczy ale po przekręceniu główki patrzy na boki.
Mechanizm jest bardzo skomplikowany, chwała Lidzi że nie sprawdzała zbyt dokładnie jak ten  mechanizm działa  bo nie wiem czy byłabym w stanie go naprawić.
Piękne szklane oczy lalki i rządek bialutkich ząbków


A w środku mechanizm wygląda tak- widać też jak brudna była lalka - ze względu na plątaninę drucików nie doszorowałam wnętrza głowy


Po podmalowaniu wszystkich ubytków i złożeniu lalki w całość ( co już było wyłącznie przyjemnością) pozostało mi uszycie peruki. "Czapkę" uszyłam z pończochy, do niej naokoło ponaszywałam luźne pasma włosów oraz uszytą fabrycznie część peruki.
Reperację lalki skończyłam nad ranem, odziałam w co był pod ręką a oto efekty wczorajszej pracy









Imię lalki pasuje mi podwójnie- jest idealne dla leciwej laleczki a niejako jest "na cześć" mojej Prababci Franciszki, która z kolei uratowała wcześniej pokazywaną lalkę po mojej Mam.
Widać że w mojej rodzinie już tak jest , że lalek nikt nie ma  sumienia wyrzucać i jak nie na strychu to przeleżą w piwnicy ale to już temat na kolejną opowieść.
Lidzi jeszcze raz BARDZO DZIĘKUJĘ!