Blog poświęcony mojej pasji jaką jest zbieranie, restaurowanie i tworzenie lalek.
Wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa, chyba że jest inaczej wtedy podane jest źródło zdjęcia.
Jeżeli chcesz wykorzystać jakieś zdjęcie- zapytaj

czwartek, 12 października 2017

Wruszka Zębuszka* czyli Komara paćkamy czym pod ręką mamy :)

Wruszka Zębuszka narodziła się przypadkiem. Komara (recast Beatrice) kupiłam z ciekawości czystej.
Nie należę do miłośników BJD zwłaszcza tych z żywicy- podobnie jak w przypadku Blythe Fabrycznej- kupiłam z ciekawości. Blythe też miałam paćkać, ale koniec końców pozostały niezmienione.
Komar był do paćkania - bo chciałam spróbować. Dyskusje tu i ówdzie wybuchają nad moralnością i słusznością kupowania lalek z Ali, ale jak mam z ciekawości wywalić majątek, to jednak kupię na Ali.
Becia jest od Luodoll i jest git. Nie mogę nic złego na odlew powiedzieć. Równiutki, bielutki, idealny do paćkania. Zobaczymy z czasem jak z jakością żywicy i ile wcieleń komar przeżyje.

A oto Wruszka Zębuszka 
co wyciąga zęby z gęby 
a nie zbiera spod łóżka :) 






Kiecka Beci powinna być rozpoznawalna- tak po małej przeróbce i rozczłonkowaniu na dwoje.






Jak na pierwsze paćkanie po żywicy nie jest najgorzej. Na chwilę obecną "podoba mnie się" a co będzie za chwilę jak się znudzi- nie wiem.
Plus wielki, że można paćkać wielokrotnie :)  Ciekawa jestem ile wcieleń zniesie zanim się odbarwi :)

Lalka sama w sobie jest bardzo marnie zginalna, nie trzyma mocniejszych wygięć- chyba żeby gumką zmusić do całkowitego zgięcia łokcia :) Stoi samodzielnie, choć przy jej "proporcjach" stojak jest wymagany.

*Wruszka bo ma się rymować i już :)

poniedziałek, 9 października 2017

Doktorze Frankendoll kolejna głowa oczekuje pomocy!

W czeluściach pudeł z lalkowymi kawałkami od dawna mieszkała Głowa. Głowa należała prawdopodobnie do Funtime Barbie z 1978 prawdopodobnie. Z racji jasnego odcienia czekała sobie aż znajdę pasujący lalkowy zewłok.
W ulubionym chińskim markecie znalazłam przedziwne kuriozum- lalkę-pozytywkę będącą połączeniem ciałka fashionistas i łebka Kurhn oblepionego kiecką typu beza.
Twór pierwotny rozebrałam na części szybciej niż zdążyłam pomyśleć o uwiecznieniu tegoż szkaradziejstwa :)
Ciało bladością prawie idealnie spasowało do leżakującej w czeluściach pudła głowy.
Nie obyło się bez operacji chirurgicznej- musiałam przyciąć szyję i zrobić nowy zaczep.
Ale udało się złożyć całkiem sympatyczną lalkę.





Ubranko to zbieranina - buty od Steffie Love, rajstopki mojej produkcji, sukienka Barbie, kurteczka hand-made upolowana z całym workiem ubranek w grzebaku.







Z ciałem klona nie było łatwo- generalnie główki starych lalek mocowanych na dysku nie pasują na nowsze ciała z mocowaniem na kotwicę. Szyja jest zbyt długa a obcięta na prosto głowa śmiesznie sterczy. Nie było innego wyjścia jak obcięcie 2 mm szyi pod skosem i przerobieniu zaczepu żeby można było głowę swobodnie nakładać i zdejmować.


Całość trzyma się na kołek modelarski i klej z pistoletu :)


Różnica w kolorze lekka jest, ale do przeżycia. Jedyne co mi przeszkadza to sianowate włosy z którymi nawet wrzątek nie jest w stanie sobie poradzić.


W celach transplantologicznych nabyłam jeszcze jedną paskudę, ale jakoś nie mam sumienia jej ukatrupić i Wampirzyca ze Zmierzchu nadal będzie latającym łbem.

poniedziałek, 25 września 2017

Lady ZGaga czyli nieoczekiwany prezent.

Uparcie twierdzę, ze Goopi ma szczęście. Zazwyczaj jest to szczęście do lumpeksowych łowów, ale nie tylko. Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie branżowym, i zapomniałam - z resztą nie przywiązałam do niego żadnej wagi- w wielu konkursach rozwiązywałam quizy, odpowiadałam na pytania, wymyślałam hasła i gucio z tego. Jakież było moje zdziwienie gdy się okazało że jednak coś wygrałam. I nie był to durnowaty gadżet a karta podarunkowa do jednej z sieci.
A ponieważ owa sieć dobra kulturalne sprzedaje dość drogo postanowiłam kasę rozpuścić na coś, czego bym nie kupiła za pieniądze :)

Takim sposobem pojawiła się Zomby Gaga z linii Monster High. Lalka mająca status lalki kolekcjonerskiej, upiornie droga jak na MH, ale muszę przyznać, że twórcy się postarali. Lalka idealnie oddaje klimat teledysku a odzienie jest (prawie) wiernie odtworzone, bo marynarka jest lekką wariacją na temat :)

Wersja zapudełkowana- zdjęcie promo wzięte z miejsca zakupu- początkowo miałam ochotę zostawić w "trumience" ale ciekawość zwyciężyła :)




Porównując z oryginałem wyszło Mattelowi nawet bardzo dobrze. Ciekawa jestem co by zrobili w wersji Barbie- czy wyszłaby równie klimatycznie.
Jedyne czego mi brakowało to samego Zombie Boya- chętnie bym przygarnęła lalka do kompletu.





Dla ciekawych z czego balon- twardy przeźroczysty plastik :) nawet nie guma - plastik


Ubranko technicznie bardzo dopracowane- marynarka z podszewką, spodnie z prawdziwymi kieszeniami, a szwy bardzo dokładnie obrzucone- nic się nie troczy.
W zestawie dodatkowym jest sukienkopodobne wdzianko i kabaretki - uraczę tym jakąś niebogę, bo ZGaga zostanie w swoim garniaczku i chyba wtłoczę ją na powrót do pudełka- swoją trumienkę ma bardzo urodziwą.


Nie obeszło się bez małych niedoróbek- plama nad brwią to klej- starłam już po fakcie




Cienie wokół oczu są obsypane fioletowym brokatem w ilości symbolicznej co dodaje uroku ale nie trąca kiczem i tandetą - czemuż nie uraczą takim delikatnym brokatem wszelakiej maści wróżek i księżniczek? Byłoby tak pięknie.



Na szczególną uwagę zasługują buty - piękne są i takie mega Gagowe :)



A ponieważ ZGaga była w promocji wystarczyło mi jeszcze na połowę Mtm :) takim sposobem mam rudzielca za pół ceny :)

wtorek, 29 sierpnia 2017

Wyprawa przez Wąwóz Homole

Ostatnimi czasy na wycieczki zabieram Adriena. Weekend spędziłam w Jaworkach koło Szczawnicy. Przy okazji ukulturalniania w Muzycznej Owczarni zaliczyłam przebieżkę przez góry. 
Pogoda trafiła się idealna. Czyste niebo, zero mgły. Zdjęć jest dużo- ędżoj! 


Na ryneczku w Jaworkach Adrien chciał sobie przysposobić "kapliczkę" 


Plan wycieczki :)

Wejście do Wąwozu Homole

A teraz będzie bardzo dużo zdjęć













Koniec końców wycieczka skończyła się na Palenicy :)


Niestety trasa i stada turystów zniechęciła mnie do robienia większej ilości zdjęć z Adrienem :) W wąwozie stracił łapę przy okazji pozowania- wolałam nie ryzykować powrotem kaleki do domu :)

Za to widoki na trasie były piękne! Trzy Korony, Tatry, psy, owce i barany :)





Docelowym miejscem była Muzyczna Owczarnia i dwa koncerty Sikorowskich- Andrzeja i Mai.






Z miłych spotkań niecodziennych miałam przyjemność spotkać niejakiego Nigela K.  tego od mostu :)