Blog poświęcony mojej pasji jaką jest zbieranie, restaurowanie i tworzenie lalek.
Wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa, chyba że jest inaczej wtedy podane jest źródło zdjęcia.
Jeżeli chcesz wykorzystać jakieś zdjęcie- zapytaj

czwartek, 14 czerwca 2018

Pullip Banshee obecnie Maja czyli podnoszenie prestiżu :)


Z "podnoszenia prestiżu" pewnie będę polewać przy każdym pullipowym poście.
Zrządzeniem losu i dróg lalkowych przywędrowała do mnie Maja - w pierwotnym lalkowym życiu wyglądała jak poniżej - zdjęcie z amazona


Do mnie trafiła wersja ze zmienionymi oczami i wigiem- plus soft obitsu. Sukienkę szyła Magalita
Po wypakowaniu Mai z pudła zabrałam delikwentkę do ogrodu na sesję. Z braku czasu powrót do robienia zdjęć w ogrodzie sprawił mi sporo frajdy. Co prawda zdjęcia cyknięte na szybko, prawie na jednej nodze i w biegu- ale może to zapowiedź do regularnego blogowania - kto wie.








Ogrodowi lokatorzy dziarsko wspierali sesję- co raz coś przysiadało na lalce :)





Uwagę Mai przykuły mszyce i mrówki skrupulatnie roznoszące owe mszyce po ogrodzie- w tym roku to istna zaraza- chyba nie obędzie się bez preparatów zwalczających, bo mi mszyce wszystkie kwiatki zeżrą.






Po zdjęciach nad "bajorkiem" a raczej smętnymi pozostałościami* obitsu postanowiło się rozłożyć :)


A ja nie mogłam odpuścić "durnego" zdjęcia :)


A nawet dwóch :)


Owo "podnoszenie prestiżu" tak mnie bawi, że może ustalimy jakąś punktację "do prestiżu" bo nie wiem czy tylko same Pullipy ów prestiż podnoszą czy Dale, Buyle, Taeyangi i Isule też? I o ile?

* Bajoro to pomysł sąsiadki- od ładnych kilku lat jej część ogrodu jest systematycznie zapuszczana. Bajoro przynajmniej wyschło i nie zagraża już drobnym ssakom. Za dobrych czasów jak było oczkiem wodnym stanowiło całkiem ładne tło lalkowych sesji

środa, 13 czerwca 2018

Pink- czyli jestę bohaterę i prawie Barbie i dlaczego mnie nie ma.

Zawirowania życiowo-domowe skutecznie odebrały mi chęć blogowania. I bynajmniej nie chodzi stricte o zawirowania w moim życiu osobistym, a sąsiadki, która przez ostatnie 3 lata nieźle dała nam w kość.
Mieszkanie z taką osobą niestety utrudnia i odbiera radość życia- ale od jakiegoś czasu panią wreszcie zajęła się należycie rodzina i służby medyczne a my odzyskałyśmy względny spokój w domu.
Korzystając z ciszy i spokoju postanowiłam dokończyć remont- tym razem własnymi "ręcami".
Sprawa sąsiadki dalej pozostaje niewiadomą i wolałam nie inwestować dużych pieniędzy w generalkę, ale własnymi siłami odmalować kuchnię i łazienkę.
O ile z łazienką poszło migusiem, tak malowanie kuchni........... Porwałam się na słońce z pilnikiem do paznokci! Ale dałem radę. W dwa weekendy podołałam i odmalowałam potworę na różowo- nie czarujmy się - kandyzowana żurawina jest różowa! Kolor wymusiły kafelki - różowo-beżowe - stare a trzymające się ściany zajadle.
Koniec malowania zbiegł się w czasie z przyjazdem paczki-niespodzianki. Dokonałam lalkowgo zakupu, żeby podnieść prestiż kolekcji* a przy okazji otrzymałam stado lalkowego dobra- min Pink, która jest autorskim dziełem Magality.
Pogoda dziś nie sprzyja zdjęciom, ale Pink dziarsko wkroczyła na salony ekhem do kuchni, żeby lansować się na żurawinowo-kandyzowanej ścianie.


Bez stresu łaziła po drabinie


Siedziała na puszce po farbie




I balansowała nad przepaścią na linijce :)



Od nadmiaru różu aparat zgłupiał zupełnie! Na każdym zdjeciu kolor ścian inny ale coś widać .
Magalita zrobiła mi dziś dzień! Bardzo, ale to bardzo dziękuję!  Niedługo zaprezentuję zakup właściwy i resztę towarzystwa.

*Podobno- wyczytałam u Mangusty- Pullipy podnoszą prestiż, więc podniosłam kolekcję do dwóch prestiżów :) :) ;) 

wtorek, 22 maja 2018

W surduciku szarym.....

.....w surduciku czystym,
Przyszedł prosto z lasu
raz Wilk..... do dentysty........*

Mój Wilk przyjechał całe lata świetlne temu z Króliczej Nory i jakoś nie mógł doczekać się sesji.....
Na początku maja wybrałam się po rzaz kolejny nad Czarną Młakę- miejsce zjawiskowe i niezwykle malownicze.
Wilkowi towarzyszył Gacek- pacynka z Ikei. Nad Młaką pojawiłyśmy się wczesną porą- co pozwoliło nam swobodnie zrobić zdjęcia- bez rzeszy gapiów :)



Tym razem karkołomnym ustawianiem zajęła się Właścicielka Gacka- raz ja nie musiała taplać się w wodzie :)


Ponieważ jeziorko żyje własnym życiem- co do niego wpadnie zostaje- to są takie malownicze pnie wystające z wody, które bardzo szybko zasiedlają inne roślinki - tworzą sie takie naturalne "doniczki"





W trakcie sesji nie ucierpiał żaden zwierz :)



Natomiast gackoloty przerwali turyści, którzy nigdy nie wiedzieli pluszowego nietoperza.....








Jeziorko posiada stałych lokatorów- parę kaczek, które witają przybyłych w oczekiwaniu na coś do jedzenia.



Kolejnym ciekawym miejscem na trasie jest cerkiew w Powroźniku-otwarta w sezonie letnim- akurat trafiłyśmy na przewodnika.



* Fragment wiersza Tadeusza Śliwiaka - jeden z moich ulubionych z dzieciństwa