Blog poświęcony mojej pasji jaką jest zbieranie, restaurowanie i tworzenie lalek.
Wszystkie zdjęcia na blogu są mojego autorstwa, chyba że jest inaczej wtedy podane jest źródło zdjęcia.
Jeżeli chcesz wykorzystać jakieś zdjęcie- zapytaj

poniedziałek, 19 lutego 2018

Święto Męskich Lalek wg Kalendarza Szarej Sowy

Co prawda przypadało wczoraj, ale wczoraj nie miałam możliwości ani zrobienia zdjęć, ani dodania postu.
W zeszłym roku na blogu królowali Strefowce czyli elita kliniczna, a w tym pojawią się Odlewnicy :)
Z ciekawości nabyłam, napaćkałam i niedoubierałam bo nie mam żywcem czasu.
Póki co mam kompletnych dwóch panów Dawida i Filipa oraz grzdyla zwanego Leośkiem i Latający Łeb. Latający Łeb za jakieś dwa miesiące powinien dostać cielsko.
Ale tymczasem panowie lansują się na zdobycznej kanapie.





Kanapa skalą nijak nie pasuje do chłopów, ale jest tak urocza, że nie mogłam się oprzeć.
Jest to wyrób hand made, który wyłowiłam w ulubionym SH - nawet Panie sprzedające skomentowały, że na pewno ową kanapę kupię. Co prawda wymagała drobnych poprawek- twórca oparcie zrobił z drewnianych listewek sklejonych uwaga - taśmą klejącą- no może gdyby użył tekturowej podkładki i taśmy dwustronnej to może by zadziałało- ale nie była tu zwykła przeźroczysta taśma klejąca. Musiałam rozpruć oparcie, deseczki skleić klejem do drewna na tekturce, a jak wyschły złożyć mebel w całość. Jak znajdę materiały to dorobię do kanapy nóżki :)




Udało mi się zdobyć kłaki na peruki- chłopaki dostaną włosy w bardziej naturalnych odcieniach



Przy okazji kolekcję powiększyłam o 13 cm Danbo, który koniecznie chciał załapać się na zdjęcia :)



niedziela, 11 lutego 2018

W Dyńkę gniecie strojne kwiecie, czyli rzecz o wiankach i pomaganiu.

Wianki uwiła Kasia, która na co dzień produkuje kwiatowe cuda w rozmiarze ludzkim. Te lalkowe powstały na moją prośbę. Oprócz tego, że można wianki kupić u Kasi, można je też wygrać na bazarku na "futra". I ten szczęśliwiec, który wylicytuje wianek na aukcji za najwyższą kwotę dostaje drugi od Kasi za całkowitą darmochę!
Te poniżej właśnie są jako nagroda za wygraną licytację. Nie żebym się chwaliła, ale takie są fakty :)
Na szczególną uwagę zasługuje to, ze wianki były zrobione zaocznie, przez Osobę kompletnie nielalkową, która jako jedyną wskazówkę dostała to, że obwód głowy lalki  jest porównywalny z obwodem litrowego słoika. Litrowy słoik prawie każdy ma w domu :) Takim sposobem przyleciały do mnie cuda, dziwy i wianki. Kasiu jeszcze raz bardzo, ale to bardzo dziękuję!

A teraz będzie mnóstwo zdjęć! Sukienki i portki szyłam osobiście, natomiast urocze sweterki są dziełem Penelopy

















Natomiast poniższa ozdoba miała być stroikiem na świeczkę, ale kto mi zabroni wpakować na lalkowy łeb :)








I tak pisząc posta nasunęło mi się na myśl- ponieważ jedna z osób wytknęła mi kupowanie recastów/odlewów/wersji fabrycznych- to wspomnę ową osobę w poście niech poczuje się usatysfakcjonowana- tak w przypadku Blythe i BJD kupuję "odlewy", głośno i wyraźnie o tym mówię i nie udaję że mam oryginały za "milion monet" bo nie mam i szkoda mi pieniędzy, skoro mogę kupić coś co jest identyczne a dużo tańsze. To są MOJE lalki na MOJEJ półce. Nikomu nie wciskam że mam firmówki za straszne pieniądze- nie muszę się w ten sposób dowartościowywać. Różnicę wolę przeznaczyć na szczytny cel chociażby pomoc zwierzętom. Z tego zawsze wyniknie coś dobrego.

Więc proszę sobie darować następne komentarze- na blogu jest moderacja, i napisanie 10-ciu tych samych komentarzy nic nie zmieni.

wtorek, 6 lutego 2018

Velvet Ideal Toy 1970 czyli kolejna akcja-reperacja

Velvet przywlekła Mamą z ciuchaka- jak zwykle z niepewnością czy "dobra" lalka, ale miała "bajerek", sygnaturę na dupsku i ogólnie wyglądała "staro".
Mi wystarczył jeden rzut oka na kończyny wystające z siatki, żeby stwierdzić że Mamą przyniosła COŚ i to COŚ GODNEGO UWAGI.

I o ile samo ciałko lalki było w idealnym stanie, nawet "ogona" nikt nie ciachnął to niestety lalka straciła grzywkę i pół czoła.  Z lekkim niepokojem zdjęłam głowę- co ciekawe wewnątrz jest tuba na ogon sięgająca od szyi do samego otworu w głowie- dzięki temu chowające się włosy nie plączą się i nie wciągają włosów  wszytych dookoła otworu.


Niezbyt to dobrze widać, ale cała czoło i boki główki są porysowane.


Nie było innej rady, jak dokończyć dzieła zniszczenia- wyciąć nieszczęsną grzywkę- praktycznie cały przedziałek, złapać za igłę i blond włosy - moje ulubione od Rayher i naprawić uszkodzenia.


Z tyłu widoczna dziura jest na "ogon"- Velvet to lalka z "rosnącymi" włosami- ku mojej radości mechanizm jest w pełni sprawny :)



Z zarysowaniami częściowo poradziła sobie magiczna gąbka, a reszty dopełnił lakier.
Domalowałam brwi- starałam się oddać pierwotny kształt i kolor.
Sukienka jest oryginalna- ładnie się wyprała - jedyny mankament to miejscami wyblakłe groszki i kilka drobnych uszkodzeń materiału.







Cała zabawa z doprowadzeniem lalki do porządku zajęła mi jakieś 5 godzin. Muszę jeszcze zadbać o buty- z gotowców nic nie podejdzie, bo dziewczę ma mocno niewymiarową stopę i niestety nie ominie mnie ponowne otwarcie warsztatu szewskiego :)

sobota, 3 lutego 2018

Boo Monster czyli rzecz o ratowaniu zabawek.

Wielokrotnie trafiam na "zepsute" zabawki, których uszkodzenie polega na totalnym wybrudzeniu lub wyczerpaniu baterii. I nic owym zabawkom nie dolega oprócz brudu i braku prądu.
Niby rzeczy prozaiczne- wyprać lub wymienić baterię, ale dla niektórych wręcz abstrakcyjne i niemożliwe do wykonania. Do takich wniosków doszłam po licznych mailach z prośbą o "naprawę" ubrudzonej zabawki-na takie wiadomości już nawet nie chce mi się odpowiadać.
Bo jeżeli się chce można naprawić/wyczyścić nawet skomplikowane elektroniczne zabawki.
W końcu ktoś je do kupy złożył- a jak złożył to i rozłożyć je się da.
Przy okazji znalezienia Boo w wersji "potwora" postanowiłam proces uwiecznić i opisać.

Boo jest lalką szmaciano- winylową z mechanizmem "gadającym".
Kupiłam ją w SH w stanie uświnionym wybitnie-nie było czystego kawałka, a całość miała żółto-bury odcień. Z racji tego, że wypatroszyłam ją zaraz po przyniesieniu do domu musicie uwierzyć na słowo. Syf był obrzydliwy. Wodę z proszkiem zmieniałam dwa razy.
W przypadku lalek/zabawek z winylowymi główkami lepiej jest rozmontować całość- do gumowej główki może wlać się woda i będzie problem z późniejszym wysuszeniem zabawki.

 W celu wyprania poszczególnych części należało lalkę rozebrać na czynniki pierwsze- głowę zamocowaną na zacisk do kabla wymontować, wyjąć mechanizm gadający i wnętrzności. Poliestrowe wypełnienie zazwyczaj piorę w starej poszewce- nic się nie rozleci, a kawałki zachowają fason- po wysuszeniu łatwiej zabawkę napełnić.

Kiedy mamy wyczyszczone i wyprane wszystkie części można zabawkę złożyć.
Jedyne co będzie potrzebne to nowy zacisk.


Miejsce do zamontowania głowy -rozwiązanie często stosowane w lalkach porcelanowych- tunel na kabel- szybki i skuteczny patent na zamocowanie głowy, ale też i kończyn zwłaszcza w dużych lalkach.


Wszystkie elementy zabawki razem- wyprane wypełnienie zachowało kształt :)


Po "nadzianiu" korpusu wystarczy zamontować głowę i po robocie!


Zabawka czysta i pachnąca w moim przypadku może trafić na półkę :)


Pierwotnie kaptur był chwycony nitką do głowy- jednak unieruchamiało to łebek Boo- ja zostawiłam kaptur luźny- można zdjąć - i głowę zamocowałam ciut luźniej- można nią swobodnie kręcić.






Z boku jest kieszonka zamykana na rzep na mechanizm gadający :)




W taki sposób naprawiam 99% zabawek jakie trafiają do kolekcji. Pluszowe misie można naprawić dokładnie w ten sam sposób- lalki szmaciane współczesne, maskotki - jedynie wystarczy znaleźć szew który służył do napełnienia zabawki - rozpruć, wyjąć "wnętrzności" wyprać wszystko oddzielnie, a po wyschnięciu wypchać i zaszyć.

Udało mi się znaleźć wersję zapudełkowaną Boo- zostawiam zdjęcia ( z serwisu eBay) dla potomności ;)





A dzisiaj akurat w trakcie pisania posta moja Mamą przytaszczyła kolejną bidę- Velvet od Idal Toy.
Czeka mnie poważny zabieg z wygładzaniem lalkowej twarzy- jakiś Bachor Paskudny szorował lalką po betonie chyba, i oczywiście standardowo wyrżnął pół grzywki- reroot częściowy konieczny. na szczęście koński ogon ocalał :)